Następnego dnia lekarz wypisał mnie ze szpitala. Miałam kilka badań i okazało się, że to nic groźnego. Oczywiście chłopacy mieli jakoś wywiad i nie mogli po mnie przyjechać.
Powiedzieli mi,że pod szpital podstawią mi limuzynę, co w ogóle nie było mi potrzebne- przecież mogłam jechać taksówką...
*** dziesięć minut później - przed limuzyną ***
Wsiadając do auta kawałek sukienki przytrzasnął mi się w drzwiach i nie zauważyłam, że oprócz mnie i kierowcy, w limuzynie jest ktoś jeszcze.
- Cześć! - usłyszałam męski głos i gwałtownie się odwróciłam.
- Louis co ty tu robisz? Przecież mieliście mieć wywiady...
- No wiesz... Chciałem Cię w ramach przeprosin zabrać na zakupy - odpowiedział wesoło.
- Przeprosin?
- No za to, że przeze mnie znalazłaś się w szpitalu... - posmutniał trochę.
- Przecież mówiłam, że nic się nie stało... Nadal nie odpowiedziałeś mi czemu nie jesteś na wywiadzie...
- Poprosiłem chłopaków, czy mógłbym udzielić wywiadu jako pierwszy i jestem tutaj.
- Ahaaa... Ale wiesz, że nie musisz mnie nigdzie zabierać? -spytałam.
- Tak - uśmiechnął się. - Robię to z własnej woli i na własną odpowiedzialność - powiedział próbujac zachować powagę. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle samochód gwałtownie zahamował, przez co wpadliśmy z Lou na siebie.
Przez chwilę siedzieliśmy tak ściśnięci ze sobą. Nie chciałam się od niego odsuwać.
W sumie to podobało mi się to. Ale niestety Louis odskoczył ode mnie, gdy kierowca powiedział nam, że jesteśmy na miejscu.
- No to czas na szał! -krzyknęliśmy razem.
*** wieczorem koło domu 1D***
- Ej Louu- zrobiłam maślane oczka.
- Tak możesz.
- Nawet nie wiesz o co chciałam spytać...
- Chciałaś u nas nocować no nie?
- Eeee... Wcale niee! - udawałam obrażoną.
- Choodź.- uśmiechnął się.
Weszliśmy do domu z wielkimi torbami pełnymi nowych ubrań.
(oczywiście Lou przepuścił mnie w drzwiach - jaki dżentelmen) Od razu wszyscy przybiegli się przywitać.
- Cześć Lavenaa! - zawołali chórem.
- Heej! - zaczęłam przytulać każdego po kolei.
- A jaaa? - spytał smutno Louis.
- No chodź tu - przytuliłam go.
Potem oglądaliśmy jakiś film. Był tak idiotyczny, że aż śmieszny.
- Doooooobra chłopcy ja idę spać - powiedziałam lekko ziewając.
- Odprowadzę Cię - powiedział Lou. Poszliśmy na górę do pokoju gościnnego i usiedliśmy na łóżku.
- Dziękuję za miło spędzony dzień.
-Proszę bardzo. Jeszcze raz przepraszam za to , że byłaś przeze mnie w szpitalu -powiedział.
- Już Ci mówiłam, że nic nie szkodzi... Jakbym nie była w szpitalu, to pewnie siedziałabym w domu nudząc się. A tak mogłam caalutkie popołudnie spędzić z tobą. Nachyliłam się nad nim i dałam mu całusa w policzek.
- A to za co? - spytał rumieniąc się.
-To po to, abyś przestał mnie już przepraszać, ok? - odpowiedziałam. - Wiesz ja chyba pójdę już spać...
- Ok. Dobranoc mała - pocałował mnie w czubek głowy i poszedł do chłopaków.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdział 1! Nudny i właściwie to taki nijaki i krótki, ale nie zniechęcajcie się, prooszę :)
Drugi już może będzie ciekawszy, bo miałam ciekawy pomysł na rozdział i wenę twórczą, więc kaawalątek już mam.
Proszę o zostawianie komentarzaa ;)
Powiedzieli mi,że pod szpital podstawią mi limuzynę, co w ogóle nie było mi potrzebne- przecież mogłam jechać taksówką...
*** dziesięć minut później - przed limuzyną ***
Wsiadając do auta kawałek sukienki przytrzasnął mi się w drzwiach i nie zauważyłam, że oprócz mnie i kierowcy, w limuzynie jest ktoś jeszcze.
- Cześć! - usłyszałam męski głos i gwałtownie się odwróciłam.
- Louis co ty tu robisz? Przecież mieliście mieć wywiady...
- No wiesz... Chciałem Cię w ramach przeprosin zabrać na zakupy - odpowiedział wesoło.
- Przeprosin?
- No za to, że przeze mnie znalazłaś się w szpitalu... - posmutniał trochę.
- Przecież mówiłam, że nic się nie stało... Nadal nie odpowiedziałeś mi czemu nie jesteś na wywiadzie...
- Poprosiłem chłopaków, czy mógłbym udzielić wywiadu jako pierwszy i jestem tutaj.
- Ahaaa... Ale wiesz, że nie musisz mnie nigdzie zabierać? -spytałam.
- Tak - uśmiechnął się. - Robię to z własnej woli i na własną odpowiedzialność - powiedział próbujac zachować powagę. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Nagle samochód gwałtownie zahamował, przez co wpadliśmy z Lou na siebie.
Przez chwilę siedzieliśmy tak ściśnięci ze sobą. Nie chciałam się od niego odsuwać.
W sumie to podobało mi się to. Ale niestety Louis odskoczył ode mnie, gdy kierowca powiedział nam, że jesteśmy na miejscu.
- No to czas na szał! -krzyknęliśmy razem.
*** wieczorem koło domu 1D***
- Ej Louu- zrobiłam maślane oczka.
- Tak możesz.
- Nawet nie wiesz o co chciałam spytać...
- Chciałaś u nas nocować no nie?
- Eeee... Wcale niee! - udawałam obrażoną.
- Choodź.- uśmiechnął się.
Weszliśmy do domu z wielkimi torbami pełnymi nowych ubrań.
(oczywiście Lou przepuścił mnie w drzwiach - jaki dżentelmen) Od razu wszyscy przybiegli się przywitać.
- Cześć Lavenaa! - zawołali chórem.
- Heej! - zaczęłam przytulać każdego po kolei.
- A jaaa? - spytał smutno Louis.
- No chodź tu - przytuliłam go.
Potem oglądaliśmy jakiś film. Był tak idiotyczny, że aż śmieszny.
- Doooooobra chłopcy ja idę spać - powiedziałam lekko ziewając.
- Odprowadzę Cię - powiedział Lou. Poszliśmy na górę do pokoju gościnnego i usiedliśmy na łóżku.
- Dziękuję za miło spędzony dzień.
-Proszę bardzo. Jeszcze raz przepraszam za to , że byłaś przeze mnie w szpitalu -powiedział.
- Już Ci mówiłam, że nic nie szkodzi... Jakbym nie była w szpitalu, to pewnie siedziałabym w domu nudząc się. A tak mogłam caalutkie popołudnie spędzić z tobą. Nachyliłam się nad nim i dałam mu całusa w policzek.
- A to za co? - spytał rumieniąc się.
-To po to, abyś przestał mnie już przepraszać, ok? - odpowiedziałam. - Wiesz ja chyba pójdę już spać...
- Ok. Dobranoc mała - pocałował mnie w czubek głowy i poszedł do chłopaków.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdział 1! Nudny i właściwie to taki nijaki i krótki, ale nie zniechęcajcie się, prooszę :)
Drugi już może będzie ciekawszy, bo miałam ciekawy pomysł na rozdział i wenę twórczą, więc kaawalątek już mam.
Proszę o zostawianie komentarzaa ;)